FRAGMENT KSIĄŻKI

Bagno

Patryk Chilewicz 6 MIN CZYTANIA

Jak znalazłem się pod prysznicem

Nie wiem, w jaki dokładnie sposób znalazłem się pod prysznicem. Odzyskałem przytomność gdzieś pomiędzy mydlinami na skroniach i łzami na policzkach. Sięgnąłem po szampon leżący w rogu i zacząłem zmywać z siebie narkotyczny pot i zwykły wstyd. W tle słyszałem wrzawę ciągnącej się imprezy. Który to już dzień? Miesiąc? Rok? Straciłem rachubę dawno temu.

Rozmowy stały się głośniejsze, lecz ja – dalej w mydlinach – nie mogłem dostrzec, co dzieje się na zewnątrz. Nagle ktoś rozsunął plastikowe drzwi kabiny prysznicowej. I czekał.

W końcu udało mi się uporać z szamponem, lecz zanim do tego doszło, mój gość był już nagi. I gotowy, biorąc pod uwagę jego sterczącego kutasa.

– Mogę dołączyć? – spytał Paweł, obecny chłopak mojego byłego chłopaka, też Pawła, który również był na tej domówce. Siedział pewnie na kanapie w pokoju obok.

– Jasne – odparłem, wzruszając ramionami, bo naprawdę mało obchodziło mnie, co wydarzy się dalej.

Paweł wszedł pod prysznic, uklęknął przede mną i obciągnął mi z finiszem w swoich ustach. Gdy skończył, spojrzał mi z klęczek prosto w oczy i powiedział:

– Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Z jego ust spływała moja sperma, a ja przypomniałem sobie, że żyję już kolejny rok.

Po numerku Paweł wytarł się, uśmiechnął, założył ubranie na swoje piękne ciało i wyszedł z łazienki. Znów zostałem sam – bogatszy o oral, biedniejszy o zapas spermy. Westchnąłem głośno, jakby ktoś miał to usłyszeć, jakby ktoś miał się tym przejąć.

– No to wracamy – powiedziałem do wszystkich głosów z mojej głowy i wyszedłem spod prysznica.

Rozejrzałem się po łazience Sylwestra. Siedzieliśmy u niego kolejny dzień. Znalazłem ręcznik po Pawle i także z niego skorzystałem. Pogrzebałem w kosmetykach, które walały się wokół umywalki. Nałożyłem przypadkowy krem, jakby w nadziei, że ukoi palącą mnie skórę. A przynajmniej tak się łudziłem, bo dobrze przecież wiedziałem, że jedyną ucieczką od siebie jest kolejna bombka.

Bombka, warto wyjaśnić, to autorski drink Sylwka, który polega na nalaniu zimnej wódki do szklanki i wrzucenia do niej grudki amfetaminy zawiniętej w skrawek chusteczki higienicznej. Podwójny kop alkoholowo-narkotyczny, zero marnowania czasu i substancji. Ekonomia afteru ponad wszystko.

Po szybkim ogarnięciu się w łazience wróciłem do rodziny. „Rodziną” nazywaliśmy wszystkich narkomanów, z którymi aktualnie wciągaliśmy. Polegało to na tym, że po narkotykach i wódce gadaliśmy o wszystkich traumach, przed którymi uciekaliśmy w te właśnie narkotyki i w tę właśnie wódkę. Myśleliśmy, że to nas oczyszcza, że nas do siebie zbliża, że umacnia nasze przyjaźnie. Naprawdę byliśmy o tym przekonani!

Pierwszą osobą, na którą wpadłem po wyjściu, był Paweł, ten mój były, którego obecny chłopak – też Paweł – obciągnął mi kilka minut wcześniej w kiblu. Spojrzał na mnie i już wiedziałem, że wie.

– Mam nadzieję, że się nie gniewasz? – powiedziałem, udając zainteresowanie.

– Weź przestań! – machnął ręką. – Ale on ma super miękkie usta, co? Dobrze obciąga, prawda? – dodał.

„Dobrze obciąga?” – to pytanie dźwięczało mi w głowie, gdy skierowałem się do salonu, w którym znajdowała się cała rodzina. Usiadłem na swoim poprzednim miejscu i sięgnąłem po szklankę, z której wcześniej sączyłem wódkę.

– Kurwa, zrobiliście z tego popielniczkę?! – krzyknąłem, wypluwając na podłogę czyjegoś peta.

Wszyscy zanieśli się śmiechem.

– Gramy dalej? – rzuciła Sylwia, zaciągając się papierosem.

– Biorę pytanie – oświadczyłem, przepijając obrzydliwy smak petów jakimś rozgazowanym piwem, które znalazłem obok.

Sylwia była prawdziwą gwiazdą rodziny. Była nieco starsza od reszty, prowadziła własny biznes i dysponowała budżetem większym niż stykający ledwo na dwa drinki i jeden gram. Miała samochód, marzenia i podwiązane jajniki, dzięki czemu nie musiała myśleć o tym, czy jej kolejny fagas założył gumę, czy nie. Mogła w pełni oddać się rozkoszy – a że gustowała w gigantycznych penisach, rozkosz była także gigantyczna. Wiem, bo wielokrotnie pieprzyła się w mojej obecności, wyrażając swoje zadowolenie głośnymi krzykami. Heteryckie porno na żywo – i to bez konieczności uiszczania opłaty. No, czasami trzeba było tylko odprawić jakiegoś adonisa, dać mu na bilet czy szklankę wody. Absolutnie opłacało się dla tego kina, które człowiek dostawał w zamian.

– Wymień trzy osoby, z którymi miałeś najgorszy seks, a które znamy – narzuciła Sylwia. Wszyscy zgromadzeni przy stole spojrzeli z mieszanką zaciekawienia i obawy, bo wiedzieli, że jestem dość gościnny w kroku i dużą część z nich miałem już w łóżku.

– Nie wiem, czy umiem trzy, ale w czołówce jest na pewno Maciek – powiedziałem, w pełni świadomy tego, co się za chwilę wydarzy.

I wydarzyło się. Maciek aż powstał, cały czerwony, rozlewając przy tym swojego drinka. Był wściekły.

– Co ty, kurwa, pierdolisz? Jaki najgorszy? – wycedził i widać było, że bardzo chciałby jakoś bardziej stanąć w obronie swoich umiejętności, ale nie miał za bardzo jak.

– Maciek, no było mocno średnio, chyba sam przyznasz. To było wręcz trochę żałosne – odpowiedziałem mu spokojnie.

Po uzupełnieniu poziomu wódki w organizmie doszedłem do swojego ulubionego punktu zen, w którym wszystko lekko kołysze, lecz nie na tyle, bym jeszcze mylił postaci.

– Pierdol się – rzucił.

– Chętnie, ale nie z tobą – odpowiedziałem, a reszta rodziny się zaśmiała.

Maciek wyraźnie nie miał nic więcej do powiedzenia, bo usiadł z powrotem i zaczął grzebać w telefonie. Po chwili dźwięk esemesa ocucił ledwo już siedzącego Pawła, który najwidoczniej wyczerpał już całą swoją energię na zrobienie mi loda. Zerknął na telefon i zaśmiał się, a do mnie dotarło, że weszliśmy z Maćkiem na ten poziom znajomości, w którym wzajemnie piszemy na siebie do wspólnych ziomków obelżywe wiadomości, lecz gdy ktoś zapyta, czy coś się między nami dzieje, to nie udajemy, że wszystko jest okej. Ech, po prostu kolejny kolega, który mnie nienawidzi. Nic nowego.

Pograliśmy jeszcze trochę w pytanie czy wyzwanie w wersji afterowej, czyli chamskie pytanie lub jeszcze bardziej chamskie pytanie, po czym nastąpiła typowa zmuła. To ten stan, gdy po kilku dniach ćpania organizm stara się dać ostateczny sygnał, że już nie wyrabia i potrzebuje odpoczynku, więc wszyscy kładą się na ziemi i próbują zasnąć, choć nie jest to możliwe, bo są tak naćpani, że uda im się odpłynąć dopiero za kilkadziesiąt godzin. Cała rodzina rozproszyła się więc po mieszkaniu, każdy z oczami jak pięć złotych i nadzieją na to, że jakimś cudem dzięki temu nasze ciała się zregenerują i będzie można kontynuować proces ich wyniszczania.

Położyłem się w pokoju za salonem, a obok mnie leżała Sylwia i jeszcze dwie osoby, które dołączyły do nas jakiś tydzień temu. Średnio je kojarzyłem. Nie wiedziałem też, ile z nami zostaną, więc na razie nie byłem zainteresowany integracją. Wielokrotnie już traciłem na nią czas, uczyłem się tych jebanych imion, a później okazywało się, że zostali wypierdoleni z naszego gangu za złodziejstwo czy donosy. Jebać to, jak się sprawdzą, to wtedy zaszczycę ich zapamiętaniem, jak się wabią. Póki co musi im wystarczyć fakt, że mogą przebywać w moim towarzystwie.

Po tych słowach Maciek odkleił się od mojego krocza i wstał z obłędem w oczach. Zaczął łazić po mieszkaniu, wyraźnie czegoś szukając.
— Patryk Chilewicz
Bagno
CHCESZ CZYTAĆ DALEJ?
Bagno
Patryk Chilewicz
49,90 zł 59,90 zł
Bagno 49,90 zł 59,90 zł