FRAGMENT KSIĄŻKI

Bez alko i dragów jestem nudna

Marta Markiewicz 6 MIN CZYTANIA

Czy boisz się trzeźwości?

Czy boisz się trzeźwości?

Cześć, jestem Marta i zawsze było ze mną coś nie tak.

Byłam jakaś inna. Dziwna. Nienormalna. Jebnięta. Wszystkim się przejmowałam, wszystko mnie bolało.

Aby poczuć się normalnym człowiekiem, zaczęłam ćpać. Ćpanie dawało mi to fajne złudzenie – że jestem w porządku, że jestem sympatyczna, lubiana, bezproblemowa. Że można fajnie ze mną spędzać czas. Że jestem kimś ciekawym. Ćpanie porwało mnie na samo dno.

A potem wytrzeźwiałam. Jeśli czytasz tę książkę w 2024 roku, moja trzeźwość trwa już siedem lat.

Nie będę ukrywać, że ćpanie bywało czasem fascynujące. Wszystkie te emocje i wydarzenia dawały efekt podobny do jazdy na rollercoasterze.

Seks w przeróżnych konfiguracjach, obżeranie się, narkotyki, alkohol, imprezy. Oczywiście, czułam pod wszystkim ogromny wstyd. Zwłaszcza, gdy kończyła się impreza, gdy haj hamował, gdy nadchodziło zejście.

Ale robiłam to dalej, bo najbardziej bałam się jednej rzeczy: że bez alko i dragów będę nudna. Serio.

Ale w końcu to zrobiłam – wytrzeźwiałam, stałam się nudna, a teraz Wam o tym opowiem. Uwaga: nie jestem wzorem do naśladowania, nie przedstawiam żadnej prawdy objawionej. Jestem Martą, zwykłą i nudną dziewczyną

Posłuchajcie.

Wstyd i lęk

Ludzie, którzy biorą dużo narkotyków – a przy tym imprezują, uprawiają seks – z boku wyglądają, jakby się świetnie bawili.

Jest w tym wszystkim trochę prawdy.

Tak, można dokonać tego wyboru – porzucić to, co szare, ciężkie, monotonne, trudne. Wejść w zalany dopaminą świat hedonizmu, prostej przyjemności na wyciągnięcie ręki.

Tak, na wyciągnięcie ręki – narkotyki naprawdę można znaleźć wszędzie. Jak mawiają instagramowe trenerki samorozwoju: wystarczy chcieć.

Tylko że to kolorowe, hedonistyczne życie ma swój cień: cierpienie. Ludzie uzależnieni od dragów nie uzależnili się od nich dlatego, bo byli weseli i pogodni, więc chcieli być jeszcze weselsi i pogodniejsi.

Nie, oni zostali ćpunami, bo cierpieli.

Niby każdy cierpi. Ale co, jeśli to cierpienie i napięcie towarzyszą nam stale i bez przerwy? Gdy sprawiają, że odkąd pamiętamy, czujemy się, jakby było z nami coś nie tak? Oczywiście, wówczas szukamy ulgi. A można ją osiągnąć, uwaga, na dwa sposoby: zdrowy i destruktywny.

Ta książka nie traktuje o tych zdrowych sposobach. Nie jestem od nich specjalistką. Dopiero się ich uczę.

Ktoś z Was może mi w tym momencie przerwać. Powiedzieć: nie, nie wszyscy jesteśmy tacy sami. Każdy zaczął ćpać z zupełnie innego powodu. Tak, jasne. Nie chcę wkładać wszystkich do jednego worka. Jednak za każdą z tych historii kryją się określone odczucia.

Wstyd i lęk.

Wstyd przed byciem niewystarczającą, lęk przed odrzuceniem.

Wstyd przed porażką, lęk przed bliskością.

Wstyd z powodu własnej przeszłości, lęk o przyszłość.

Lęk przed tym, że będziemy niefajni.

Że będziemy nudni.

Wspólnym mianownikiem tych wstydów i lęków w dalszym ciągu jest po prostu… cierpienie. Tylko czym ono właściwie jest?

Cierpienie

W wieku dwudziestu sześciu lat usłyszałam na terapii uzależnień: „Ma pani wrażliwy układ nerwowy”.

Zaraz, zaraz, co to właściwie znaczy? Cierpienie jest uwarunkowane biologicznie? Czyli że tak jak z zespołem jelita drażliwego, tylko że chodzi o mózg? Albo coś takiego jak nadwrażliwość dziąseł, tyle że chodzi o moją głowę? Coś jak syndrom stopy wrażliwej, ale chodzi o to, że nie stopę, tylko duszę mam wrażliwą? Co się dzieje z moją duszą, z moim ciałem, moim wnętrzem, że wszystko w nim takie gołe, wiecznie podrażnione, szczypiące, piekące, bolące? Dlaczego nie mam pancerzyka ochronnego?

Kiedy właściwie zaczęłam być taka wrażliwa, taka smutna? Kiedy zaczęłam cierpieć?

Muszę Cię rozczarować – nie będzie to wstrząsająca historia o patologii, rodem z filmów Smarzowskiego. Nie przeczytasz opowieści rodem z programu „UWAGA”. Moje dzieciństwo nie było co prawda mlekiem i miodem płynące, ale – całkiem szczerze – wódą i browarem też nie. Zawsze czułam, że otaczają mnie bliscy, opiekuńczy ludzie. Że jestem zaopiekowana.

Jednak z jakiegoś powodu wciąż byłam smutna. Dużo płakałam. Najczęściej przed snem lub słuchając muzyki, zamknięta w swoim pokoju. Rzewne piosenki wyzwalały we mnie kumulowane przez cały dzień emocje. Radio ZET lub RMF FM w głośnikach boomboxa, w ręku długopis, by zapisywać na kartce słowa najbardziej poruszających mnie utworów.

Spoglądam teraz w zeszyt z tamtych lat – ledwo rozczytuję koślawo nakreślone słowa I’d Do Anything for Love Meat Loaf, Always Jon Bon Jovi, Crazy Aerosmith, November Rain Guns N’ Roses.

Cierpiałam, choć powód cierpienia wydawał mi się błahy. Wstydziłam się tego bardzo. Nie potrafiłam odgadnąć prawdziwego powodu swojego stanu. „Przecież nie dzieje ci się krzywda” – słyszałam od babci i od razu porównywałam się do głodujących dzieci w Afryce, rodzin bez ogrzewania domowego i pacjentów szpitali onkologicznych. Przecież INNI MAJĄ GORZEJ.

„Jestem Marta, mam dwie ręce i dwie nogi, dach nad głową, pełną lodówkę i dobre zdrowie” – zawsze tak do siebie mówiłam, wzbudzając w sobie jeszcze większe poczucie winy, że nie potrafię docenić dobra wokół siebie.

Dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że nie liczą się powody. Liczą się skutki i fakty.

Potrzebowałam wszystkiego więcej: więcej mamy, więcej miłości, więcej odwagi do poznawania siebie, więcej odporności na stres. Tak, teraz wiem: to nie są błahe potrzeby.

A tym bardziej nie są błahe moje uczucia.

Tylko haczyk polegał na tym, że gdy byłam młodsza, nie zdawałam sobie sprawy z tych potrzeb. Nie wiedziałam, czego NAPRAWDĘ potrzebuję. Wydawało mi się, że to COŚ INNEGO. A może szukałam sposobu, aby nie przyznać przed samą sobą, o co chodzi, i podświadomie to tłumiłam? Bo gdybym wszystko nazwała, zdefiniowała – mogłabym rozpaść się na kawałki.

„Ma pani wrażliwy układ nerwowy i nie można tego zmienić”. Jeśli tak – jak sobie w takim razie radzić z nadmiarem myśli, „lawiną” emocji, ciągłym analizowaniem codziennych problemów?

Co mam zrobić? Jak mam stać się normalna?

Jak mam stać się nudna?

Jak mam przestać się wstydzić?

Dzięki wstydowi wiemy, że zachowujemy się dziwnie, gdy zdejmujemy majtki na środku ulicy pełnej ludzi.
— Marta Markiewicz
Bez alko i dragów jestem nudna
CHCESZ CZYTAĆ DALEJ?
Bez alko i dragów jestem nudna
Marta Markiewicz
39,90 zł 59,90 zł