FRAGMENT KSIĄŻKI

Dlaczego Ci to zrobiłem?

Łukasz Stanek 6 MIN CZYTANIA

Bajka o końcu świata

Wkoło Słońca krąży planeta. Słońce promieniuje energią, która dociera do planety. Organizmy na planecie jedzą energię słoneczną.

To w zasadzie cała historia o nas.

W bardziej rozwlekłych słowach: rośliny zjadają energię słoneczną – ta uczta nazywa się fotosyntezą. Zwierzęta zjadają tę energię, zjadając rośliny zjadające energię, lub zjadając zwierzęta, które zjadają rośliny, lub inne zwierzęta, które zjadają zwierzęta jedzące zwierzęta, które jedzą rośliny zjadające energię słoneczną.

To pogłębiona historia życia, planety i Słońca.

Z przeciwnego miejsca we wszechświecie nasze Słońce jest kropką, gwiazdą pośród miliardów gwiazd na czyimś tam niebie.

Każda gwiazda ma skończoną ilość paliwa – helu. Gdy się wypali, gaśnie.

Gdy słońce zgaśnie, jedzące je rośliny i zwierzęta jedzące rośliny, lub zwierzęta jedzące zwierzęta, jedzące rośliny, przestaną jeść. Ich życie się skończy.

Ale najpierw zrobi się tak zimno, że jedzenie nie będzie ważne. Mało co będzie ważne z punktu widzenia tych stworzeń, bo tych stworzeń już nie będzie.

Czy coś jeszcze będzie ważne?

Nie wiem. Teraz ważne jest, żebyśmy zgasili światło i żebyś poszedł spać, bo czeka na Ciebie kraina snów, a jutro, gdy wstanie słonko, czeka nas kolejny dzień.

O autorze

Zaprosiłem na świat istotę, na którą chucham i dmucham. Niebawem słońce ją ugotuje, a huragan zmiecie.

Przepraszam, Czytelniczko, że tak na Ciebie wskoczyłem. Czasem nie mam z kim o tym pogadać.

Tato

Mam ze cztery, może z pięć lat. Ruszamy spod domu w Bytomiu-Szombierkach czerwonym maluchem w górę, potem przy murku w prawo do centrum, ulicą Zabrzańską. Jeśli skręcisz w lewo, pojedziesz w kierunku piekła, tam, gdzie pracuje mama.

Przy tym murku autobus zmiażdżył nogę panu Piotrowskiemu, tacie Tomka, gdy wracał z szychty na kopalni, tej na lewo od murka. Po tym wypadku został, jak wyjaśnili mi dorośli, rencistą. Już nie pracował, ale dalej bił Tomka bardzo grubym pasem. Raz zlał go przy mnie, gdy czekałem grzecznie w przedpokoju ich mieszkania, żeby pójść na plac grać w nogę. Bardzo chciałem uciec, ale mnie zamroziło. Od tego czasu szare murki i renciści kojarzą mi się ze światem, w którym dzieje się to, co przeczuwam, że jest jego treścią, jego kaszlem, anonimowymi postaciami, jakie żyją w tych wszystkich domach, które mija się w drodze do wysokich katedr. Dowiedziałem się też, że na świecie są nie tylko renciści, ale też tego, że ludzie biją ludzi.

W maluchu rozmawiamy z tatą o wojsku. Tato opowiada mi, że w wojsku dostanę mundur, a własne ubranie odeślę do domu. Tato patrzy na drogę, więc nie widzi, jak intensywnie myślę. W końcu pytam:

– Tato, ale jak ja wyślę to ubranie?

– Włożysz do paczki i wyślesz do domu.

[Tato Julka]

Julek budzi się rano i rusza naprzód. Jakby kontynuował zatrzymaną wczoraj ścieżkę. Start–stop–start. Patrzę na telefon. Jest szósta siedem. Jest jeszcze „nieodebrane”. Czwarta pięćdziesiąt dwa. Tato.

[Tato]

– Tato, zapomniałem…

– Rewolucji Październikowej szesnaście przez trzydzieści pięć, Bytom.

Od dwudziestu minut katuję tatę i siebie, próbując nauczyć się adresu, pod który wyślę z wojska paczkę z ubraniem do domu. I nie chodzi tu o tę cholerną paczkę, chodzi o to, że nie umiem powiedzieć, gdzie mieszkam! A przecież wiem: pod górkę w lewo za przedszkolem, koło śmietnika i dom. Albo z drugiej strony, przez osiedle, koło sklepów, i w górę, albo schodami w dół, przez plac koło garaży, i duży plac wzdłuż żłobka, górką na sanki w górę (ta droga jest fajniejsza, bo mija się drabinki i można kogoś spotkać).

Ale jest jakiś inny świat.

Ten tam, w którym moja wiedza nie wystarcza, którego obecność jest mi obwieszczana przez dużych ludzi i w którym dzieci dostają obce ubrania i muszą odesłać swoje do domów, które nie leżą przy górkach, za mostkiem czy obok śmietnika, ale mówi się o nich zlepkiem cyfr i słów, które z twoim życiem nie mają nic wspólnego i są kompletnie bez sensu.

Jak jakaś obca pani, która bierze Cię za rękę i każe ze sobą iść, biorąc Cię w opiekę i separując od wszystkiego, nie pozwalając pobiec jeszcze raz i dać ostatniego całusa.

Siedzę w maluchu przerażony, bo jak pójdę do wojska, to nie będę potrafił wrócić do domu.

Co gorsza, nie mogę przytulić się do taty, bo prowadzi samochód, jestem więc nie tylko przerażony, ale i kompletnie sam.

O rany, tato, jak ja cię znajdę?!

I co tu robić dalej, jak można robić wszystko, czego się chce, a nie robić tego, na czym człowiek poznał się najlepiej?
— Łukasz Stanek
Dlaczego Ci to zrobiłem?
CHCESZ CZYTAĆ DALEJ?
Dlaczego Ci to zrobiłem?
Łukasz Stanek
49,90 zł 59,90 zł
Dlaczego Ci to zrobiłem? 49,90 zł 59,90 zł