Słyszę sapanie psa zza drzwi. Pies chce się dostać do sypialni, wskoczyć do łóżka, polizać twarz znajomego człowieka. Czy chce mnie przywitać, czy urządzić sobie bufet na mojej twarzy? Już czeka na niego poczęstunek w postaci nocnych potów. Smacznego.
Podobno nadmierna potliwość u ludzi wynika z ich emocji. Pocisz się, bo nadużywasz alkoholu lub narkotyków.
Za kilka godzin gdzieś na świecie ktoś się obudzi, podobnie jak ja teraz.
Taki, na przykład, Koreańczyk obudzi się za siedem godzin. Teraz jeszcze trzeźwieje, śpi i w czasie tego snu się regeneruje. Jaką noc ma za sobą? Jakie doświadczenia? Być może takie z philoponem, najczęściej spotykanym narkotykiem na Półwyspie Koreańskim. Ludzie nazywają go „ice”, ponieważ ma postać małych, białych ziarenek.
A jak pachnie taki, na przykład, Koreańczyk z Południa? Czy koreańskie psy byłyby zainteresowane porannym lizaniem azjatyckich stóp, rąk i pachwin? Wyobrażam sobie koreańską sypialnię, gdzie jeszcze unosi się ten specyficzny odór potu. Pościeli, której nikt nigdy nie wywiesi na balkonie.
Jedno jest pewne: nie zawsze śpią na łóżkach. Wielu Koreańczyków śpi na podłodze lub macie. Tradycja spania na podłodze? Według mnie brzmi jak clickbaitowy temat na sezon ogórkowy. Takie spanie nie na łóżku ma przecież wiele zalet: zapobiega bólom pleców i stawów. Dzięki macie zaoszczędzi też na przestrzeni, co jest ważne w niewielkich koreańskich mieszkaniach. Zatem zamiast na „łóżku” śpi na „yo”, które w ciągu dnia wygodnie składa do ściany.
Prawdę mówiąc, w Korei Południowej ludzie nie trzymają psów w domu, a jeżeli już – to na talerzu. Jedno z najbardziej irytujących pytań, które możesz zadać Koreańczykowi: „Czy jesz psa?”.
Temat zjadania koreańskich czworonogów zainteresował dziennikarzy z całego świata w 1988 roku w trakcie igrzysk olimpijskich w Seulu.
Wspólnie z mediami miłośnicy zwierząt wystosowali apel do olimpijczyków ze stu sześćdziesięciu jeden krajów: wzywajcie południowokoreańskich smakoszy do zmiany zwyczajów kulinarnych! W odpowiedzi pracownicy koreańskiego ministerstwa potępili zabijanie i zjadanie tych zwierząt jako akt haniebny i okrutny.
Jeden z dziennikarzy z „Los Angeles Times” stwierdził, że goście olimpijscy i tak nie będą wiedzieli, co jedzą.
Chyba że zabłądzą w mniej chodliwe uliczki i spróbują czytać po koreańsku.
Pod koniec 2023 roku rząd Korei Południowej uchwalił nowe prawo zakazujące hodowli, uboju i sprzedaży psów na mięso – począwszy od 2027 roku. Natomiast za jego spożywanie nie przewidziano żadnych kar. Według badań Instytutu Gallupa z 2023 roku jedynie osiem procent Koreańczyków próbowało psiego mięsa w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, co stanowi znaczący spadek z dwudziestu siedmiu procent (2015 rok).
Jednocześnie wzrasta liczba właścicieli psów domowych. Co czwarty mieszkaniec Korei Południowej ma we własnym domostwie zwierzę. Na obiad muszą szukać innego źródła białka.
A co, jeżeli ten mój Koreańczyk obudził się w poniedziałkowy poranek w biurze? Wszak wraz ze swoimi rodakami pracuje najdłużej w porównaniu do mieszkańców wszystkich innych krajów rozwiniętych. Według badań OECD – średnio dwa tysiące sto sześćdziesiąt trzy godziny rocznie. Osiemdziesiąt procent pracowników deklaruje zmęczenie. Pracodawcy, chcąc im pomóc i zwiększyć produktywność firmy, przeznaczają dla nich sale konferencyjne (można tam sobie w spokoju pospać), biurowe SPA, pokoje relaksacyjne. A to wszystko w imię kultury pracy – więcej godzin, wysoki poziom zaangażowania w obowiązki. Po co pracownicy mają wracać do domu, skoro miejscowa kultura biznesowa promuje wśród nich nadgodziny i pełne poświęcenie dla pracodawcy?
Tymczasem Koreańskie Towarzystwo Medycyny Snu zaleca co najmniej od sześciu do ośmiu godzin odpoczynku nocnego. Jednocześnie ostrzega – u osób, które śpią krócej niż sześć godzin na dobę, można zauważyć zaburzenia koncentracji. Ponad połowa (56,3 procent) pracowników biurowych śpi jednak tylko od czterech do sześciu godzin. Zalecane od siedmiu do dziewięciu godzin snu deklaruje o prawie piętnaście punktów procentowych mniej badanych (41,6 procent).
Według badania przeprowadzonego w 2021 roku przez Krajową Służbę Ubezpieczeń Zdrowotnych w Korei Południowej problemy z bezsennością miało około siedemste dwadzieścia tysięcy osób, co stanowi 1,3 procent populacji całego kraju.
A jeżeli bezsenność, to benzodiazepiny, preparaty uspokajające czy leki opioidowe. Wśród Koreańczyków rośnie uzależnienie od leków nasennych – dotyka ono sto tysięcy osób w całym kraju. A co, jeśli leki nie działają? Wówczas pojawiają się alkohol i narkotyki.
Koreańskie ministerstwo zdrowia zapewniało, że osoby uzależnione od narkotyków będą mogły pokryć wydatki na leczenie odwykowe z krajowego planu ubezpieczenia zdrowotnego. Dotychczas blisko pół miliona uzależnionych musiało występować do sądu o wydanie wymaganych do podjęcia leczenia orzeczeń. Obecnie wystarczy opłacać składki przez ponad sześć miesięcy, aby mieć zapewnioną pełną ochronę medyczną.
I znowu ten Koreańczyk z Południa.
Jak pachnie o poranku? Czy to zapach wczorajszych perfum? A może kremu do ciała? Co jada i czy ma dostęp do biurowego prysznica?
Poniedziałek spędzany rano we własnym łóżku to według mnie idealny moment na rozważania o równowadze między pracą a życiem prywatnym. Słyszę sapanie psa zza drzwi. Chce się dostać do sypialni, wskoczyć do łóżka, przywitać ze mną, liżąc moją twarz. Kto wie, czy bardziej w ten sposób wyraża radość i przyjaźń, czy uzupełnia niedobory w codziennej diecie – żelazo, cynk i miedź?
Wpuszczam go na łóżko, chociaż obiecywałem sobie tego nie robić. Trudno, będę musiał przewietrzyć pokój, wymienić pościel, bo brud, bo bakterie, bo insekty.
Z psem spać nie będę, choć nie mam ani alergii na sierść, ani schorzeń skórnych. Nie będę z nim spać, bo zajmuje za dużo miejsca na łóżku i cholernie się wierci.
A ja chcę spać. Cisza i ciemność przynoszą nam ukojenie. Nocą nie musimy być uważni, nie mamy żadnych spraw do załatwienia.
Co się z nami wszystkimi stało, że czasami jedyne, czego potrzebujemy, to sen i zero powiadomień na smartfonie?
Że na koniec dnia jedyne, na co mamy ochotę, to położyć się do łóżka i spać? Czy nocna cisza i ciemność wyciskają nas jak cytrynę? Wyciskają z nas pot? Pod wpływem stresu lub lęków, a u kobiet – także menopauzy.
„Journal of Korean Medical Science” podaje, że menopauza jest jednym z czynników wpływających na wzrost depresji u kobiet. Badania wskazują, że koreańskie kobiety, których jajniki utraciły funkcje hormonalne przed czterdziestym rokiem życia, częściej miały myśli samobójcze niż te, które doświadczyły menopauzy po ukończeniu czterdziestu pięciu lat.
Korea Południowa doświadczyła najszybszego spadku dzietności w historii ludzkości. W 1960 roku na jedną kobietę przypadało sześcioro dzieci, a w 2022 roku – 0,78 dziecka. Profesor Dudley L. Poston Jr. twierdzi, że spadkowi dzietności winien jest rządowy program gospodarczy oraz system planowania populacji i rodziny. „Czterdzieści pięć procent małżeństw nakłoniono do stosowania antykoncepcji, wcześniej tego wynalazku nie znali”1 – mówi dla „The Conversation”.
Poza tym w kraju brakuje żłobków i oddziałów położniczych, a przy zmniejszającej się liczbie urodzeń ich rentowność spada. W dodatku coraz więcej zasobów medycznych kieruje się na osoby starsze.
Koreańczycy nie mają czasu na życie rodzinne. Nie dlatego, że Koreanki nie chcą rodzić dzieci, ale dlatego, że trudno im zajść w ciążę, ponieważ ich mężczyzn nigdy nie ma w domu. Faceci pracują do późna, przesiadują w biurze i tam też odpoczywają.
Wszystkiemu są winne długie godziny pracy i kultura korporacji. Koszmar demograficzny jest blisko. A co na to wyznawcy tradycyjnych wartości koreańskich? Czy dyskrecję i powściągliwość w sprawach seksualnych, promowane przez konserwatystów, można uznać za afrodyzjaki?
Czas wstawać. Wrócić do normalnego rytmu dnia. W łóżku nie lubię spędzać zbyt dużo czasu. Co prawda sen jest dla mnie najłatwiejszym rozwiązaniem na uprawianie lenistwa, ale mało ciekawym. Dosypianie leczy, ale melancholijny z niego farmaceutyk.
Drodzy czytelnicy, przemawiam do was wyjątkowo osobiście. Ale inaczej się nie da, jeśli chodzi o sprawy najistotniejsze, to znaczy o to, co każdego ranka w łazience wkurwia mnie niemiłosiernie. A jest to jeden mebel: bezuchwytowa szafka w jasnym połysku, ta przeklęta płyta MDF lakierowana na biało, na której widać wszystkie odbicia i zarysowania. Kiedy podnoszę kubek czy szczoteczkę elektryczną, myślę psychotycznie o odbarwieniach, jakie po sobie pozostawiają. A potem wszystkimi siłami muszę się powstrzymywać przed przemalowaniem szafki.
Wyobraźcie sobie, że z samego rana jestem rozdrażniony na widok swoich włosów po goleniu. Myślę o stolarzu, który obiecał mi nowoczesny i estetyczny wygląd mebla. Facet polecał również gąbki z dwiema stronami: gładką i chropowatą, więc regularnie je kupuję. Potem zaś przegrzebuję półki w poszukiwaniu gąbek polerskich, myszkuję po ciemnych zakamarkach łazienki, aby znaleźć syntetyczne bejce na bazie wody, przywołuję w myślach, gdzie schowałem magiczną gąbkę, dzięki której zmyję brud bez użycia chemii i detergentów. Przypominam sobie, że kiedyś używało się kolorowych niemieckich ścierek z mikrofibry. Wystarczyło lekko zwilżyć je wodą i już.
A teraz zwilżam szczoteczkę do zębów i myję uzębienie. Szczoteczka jest elektryczna.
Ostatnio natknąłem się na reklamę szczoteczek do zębów. Ich cena mnie powaliła: dwa tysiące złotych za kawałek plastiku z funkcją wibratora? Czy to reklama dla miliarderów, członków rodzin królewskich oraz znanych aktorów? Bo przecież oni też muszą myć zęby, prawda? Kto z nich myje szczoteczką, a kto nićmi dentystycznymi (oczywiście odpowiednio drogimi)? Kto żuje patyki lub gałązki z drzewa arakowego? A kto woli roślinne proszki? Jak myją zęby ludzie na innej niż nasza półkuli? Od prawej do lewej? Na siedząco czy stojąco? Powiedzcie, proszę, czy ktoś na świecie myje zęby rzadziej niż dwa razy dziennie?
Pamiętam film na History o dziejach stomatologii. Eksperci mądrzyli się, że praktyka stomatologiczna sięga co najmniej siedem tysięcy lat przed naszą erą. No i co się okazuje? Początkowo to fryzjerzy zajmowali się wyrywaniem zębów. Zresztą włosy również wyrywali zamiast je ścinać. Samą szczoteczkę do mycia ludzkiego uzębienia wynaleziono w Chinach, za czasów dynastii Tang (618– 907). Model ten wykonano z bambusa i włosa z dzika.
Myję, szoruję i zastanawiam się, czy historia była kiedykolwiek świadkiem protestu… dentystów? I jakie, do cholery, ten protest mógłby mieć hasło?
Chcesz czytać dalej?
Zapisz się do newslettera Newhomers i odbieraj fragmenty książek, premiery i najciekawsze treści prosto na maila.
„Wspieramy naszych dentystów, dostęp do leczenia dla wszystkich! Jesteśmy za godną opieką stomatologiczną” – to brzmi bardziej na postulaty pacjentów, których nie stać na stomatologa. I w ogóle, czy to możliwe, żeby dentyści byli kiedykolwiek nieszczęśliwi? Czy nadejdzie kiedyś dla nich czas walki? Kryzys w historii tego zawodu?
Okazuje się, że owszem – dentyści mogą mieć powody do wkurzenia. W październiku 2023 roku na ulice wyszli portugalscy przedstawiciele tego zawodu. Powodem niezadowolenia był „nadmiar dentystów na rynku”. W tym samym czasie kolejne uniwersytety myślały o otwarciu własnych kierunków stomatologicznych. Stosunek liczby dentystów do populacji wynosił wówczas jeden do ośmiuset. A według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) powinien wynosić jeden do tysiąca ośmiuset.
Zgodnie z instrukcjami od producenta szczoteczki myję już dłużej niż dwie minuty, skupiam się na każdym obszarze jamy ustnej. Unikam zbyt silnego nacisku, aby nie doprowadzić do uszkodzenia dziąseł i szkliwa.
Sprawdzam w telefonie i okazuje się, że dentyści protestowali też w Kanadzie, a właściwie to dentyści cudzoziemcy. Chcesz sobie ułożyć życie w kraju klonowego liścia, a jego Krajowa Rada Egzaminacyjna Stomatologów wymaga dodatkowych uprawnień i certyfikatów. Do tego dochodzą egzaminy ekstra, nieuczciwe standardy ocen – bo jeden student może być oceniany surowiej niż inny, mimo że obaj prezentują podobny poziom wiedzy. A przy tym wszystkim prognozy mówią, że w 2028 roku dentystów ma tam akurat zabraknąć…
Chciałbym w tym momencie uprzejmie powiedzieć, że ja to dentystów w Polsce szczerze nienawidzę. Nie przejmowałbym się żadną akcją strajkową organizowaną przez ichniejsze związki zawodowe ani wizją pustych gabinetów. Właściwie to niech wszyscy wyjdą na ulicę, bo w tym czasie nie zarobią pieniędzy. A pacjenci? Zaoszczędzą sobie nieprzyjemnych doznań dźwiękowych borowania.
Mój wymarzony stomatologiczny protest. Z flagami, hymnem, racami. Balony w kształcie zęba, wielkich szczypiec, patriotyczny, biało-czerwony irygator do płukania Polski strumieniem wody. Skalar ultradźwiękowy nad sejmem.
Wszyscy milkną, wychodzi lider sprzeciwu i rozpoczyna przemówienie: „Polki i Polacy! Dziś stoimy razem, aby walczyć o godne wynagrodzenie za nasze poświęcenie i ciężką pracę. Czyż Polska nie przypomina bólu zęba? Naród cierpi po cichu. W codziennym zgiełku, w szaleństwie naszych dni, czujemy pulsujący ból – z jednej strony ten ból symbolizuje historię naszego narodu, trudne doświadczenia dnia codziennego, a z drugiej strony marzenia o lepszej przyszłości. Dlatego apeluję! Polskę trzeba leczyć kanałowo! Polska wymaga narodowego szczotkowania!”.
Lubię myć zęby w trakcie toalety. Lubię też czytać na kiblu. Może warto stworzyć listę gatunków oraz autorów, którzy wyjątkowo dobrze sprawdzają się przy opróżnianiu? Na przykład Jack Welch, którego Amerykanie utożsamiają z ciemnym obliczem kapitalizmu. Tytuł książki o nim brzmi: Człowiek, który zniszczył kapitalizm. Jak Jack Welch wmówił całemu pokoleniu liderów biznesu, że fuzje, redukcje i maksymalizacja zysku to najlepsza droga do rozwoju firmy. Od razu chce się srać.
Jeszcze słowo w sprawie defekacji: czy do kibla można wnosić książki religijne? A reportaże, które porządkują naszą wiedzę o świecie i odciągają od stereotypów i mylnych wyobrażeń o społeczeństwach? A może taka lista łazienkowych lektur podważyłaby prestiż i kariery autorów, którzy akurat nie chcieliby, aby ich dzieło było elementem ekskrecji. Być może niektórym autorom byłoby nie w smak gościć na listach książek do kibla. Który pisarz pragnąłby odnieść tego rodzaju sukces i jeszcze o nim rozmawiać?
Sądzę, że więcej chwały przyniosłoby autorom, gdyby znaleźli się na listach książek zakazanych, zwłaszcza w krajach autorytarnych. Rosjanie, na przykład, nieustannie aktualizują listę książek, które naruszają rosyjskie prawo. Dziennikarz Aleksandr Pluszczew opublikował w ostatnim czasie ich listę składającą się z trzystu pięćdziesięciu dwóch tytułów. A co tak bardzo narusza prawo rosyjskie? Otóż „propaganda LGBT”. Oberwało się między innymi Jamesowi Baldwinowi (Mój Giovanni), Oscarowi Wilde’owi (Portret Doriana Graya) czy Stephenowi Kingowi (Doktor Sen).
Żeby poszerzyć to zacne grono, inny przykład podaję z Florydy, gdzie ucierpieli autorzy porno. Atak na ich twórczość w kwietniu 2024 roku przeprowadził gubernator Ron DeSantis. Polityk wezwał do dostosowania prawa stanowego tak, aby rodzice mieli możliwość usuwania książek z bibliotek szkolnych, jeżeli znajdą w nich treści erotyczne.
Komunistyczna Partia Chin również regularnie kontroluje książki i czasopisma wydawane na rynku. Drukowane w Chinach publikacje nie mogą sprzeciwiać się partii, polityce rządu, oczerniać ChRL i wypaczać jej wizerunku na świecie.
Myję zęby dłużej niż dwie minuty, zgodnie z zasadami Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego. Jakiś czas temu ortodontka polecała mi szczoteczkę z wbudowaną opcją kontrolowania czasu szczotkowania. Odpowiedni kolor poinformuje mnie o jakości szczotkowania oraz trybie użytkowania.
Biały – kiedy trzeba szczotkować nieco mocniej. Zielony – kiedy szczotkuję idealnie pod względem siły. Czerwony – kiedy muszę nieco zwolnić. Z reguły podczas mycia zębów towarzyszy mi pies, któremu nie pozwalam wchodzić do łazienki. Im bardziej do niej lgnie, tym większe prawdopodobieństwo, że wyląduje za drzwiami.
Według moich oficjalnych zasad czworonóg nie powinien mieć wstępu do łazienki. Ale dziś znów tu jest i towarzyszy mi podczas porannych zabiegów. Nie lubię go wywalać za drzwi, czuję się wtedy paskudnie.
Ale jeżeli ja mam wyrzuty sumienia, to co czują ci Włosi, którzy w trakcie wakacji wyrzucają psy ze swojego samochodu? Zjawisko to nasiliło się w trakcie ostatnich kilkunastu lat. Nie wiadomo, dlaczego każdego roku w sierpniu Włosi przestają kochać swoich pupili. Kolejny nietrafiony prezent dla dzieciaka na święta? „Pod choinką na Boże Narodzenie, w sierpniu na autostradzie” – jak mawiał Michał Anioł.
Politykom również się takie zachowanie nie podoba. Ale z innego powodu. Populistyczny włoski polityk Matteo Salvini chce zawieszać lub cofać prawa jazdy tym, którzy porzucają swoje zwierzęta podczas jazdy samochodem.
Według danych z 2023 roku Włosi średnio co roku wyrzucają na drogi ponad pięćdziesiąt tysięcy psów i około osiemdziesiąt tysięcy kotów. W Rzymie grozi za to nawet kara do roku więzienia i grzywna do dziesięciu tysięcy euro.