MIŁOŚĆ

STRACHOTA: Mam tremę, bo ty potrafisz dokonywać różnych syntez, patrzeć z lotu ptaka, a ja nie widzę w życiu planu ogólnego, tylko poszczególne elementy. Więc nie będę nawet udawał, że wiem, czym jest miłość.

Zacznę może tak: moja żona Kasia wie, że uwielbiam podróżować. Że to moja frajda, przygoda, obsesja, ucieczka, dopamina i wolność. Wie, że to mój reset niezbędny do życia. No ale mamy dwójkę małych dzieci, więc to już nie te czasy. W związku z tym żona na urodziny co roku daje mi czas na wyjazd. Zatrzymuje świat, stawia go na głowie, organizuje ludzi, swoją mamę, moją mamę, jej chłopaka z Australii, barykadują się na jakichś Mazu- rach, żebym ja mógł sobie pojechać do Indii. I to jest na przykład miłość.

Może zaryzykuję jeszcze tezę, że to nie jest uczucie. To wybór, który objawia się w codziennych działaniach na rzecz danej osoby lub osób. A w intencji tych działań musi być zawsze dobro tych osób. Czy to wychodzi, to inna sprawa, no ale miłość to wybór, decyzja, działanie.

Mnie często nie wychodzi, wyrażam miłość drogą bardzo okrężną, no ale powiem ci, że jak czasem sprzątam, sortuję pranie, odkurzam, myję kibel, to robię to z miłości.

Moja miłość to jest krok do przodu, dwa kroki wstecz. 

ŻULCZYK: Ja właśnie kocham i jestem kochany. Moja miłość ma na imię Kasia. Jesteśmy parą od niedawna, ale żyjemy ze sobą tak naturalnie, tak dobrze, że mam wrażenie, jakby trwało to już bardzo długo. Przydarzyliśmy się sobie w takim momencie, kiedy do mnie dotarło, po czterdziestu dwóch latach życia: aha, jednak zasługuję na to, by być kochanym, lubianym, zaopiekowanym.

Kiedy poczułem jej miłość, tak na serio? W jakiejś banalnej sytuacji. Czymś byłem nakręcony, chodziłem po mieszkaniu, od- palił mi się monolog, skakałem z tematu na temat. W pewnym momencie odwróciłem się do niej i przeprosiłem, że pierdolę takie głupoty. A ona przytuliła mnie i powiedziała, że przecież każdy pierdoli głupoty.

I ja wtedy poczułem jakieś takie, nie wiem... no, że jestem w domu. I czuję to do dzisiaj. 

Okazuję miłość w przeróżny sposób. Lubię dawać prezenty. Lubię coś dla kogoś robić. Lubię gadać, wygłupiać się, poma- gać. Lubię rozpieszczać. Mam jeszcze problemy z odpuszczaniem, dawaniem drugiej osobie pełnej wolności. Lubię gotować, lubię sprzątać. Lubię zabrać do knajpy. To też jest moje okazywanie miłości. Dziś upiekłem łososia i zrobiłem sos pieczarkowy, bo Kasia uwielbia sos pieczarkowy.

STRACHOTA: Ja z kolei nadal jestem człowiekiem nieroman- tycznym i od ostatnich naszych rozmów podcastowych zmieniło się to, że już wiem, dlaczego tak jest – otóż zdiagnozowałem sobie autyzm.

No ale to nie tylko to, bo przy dwójce dzieci w ogóle trudno o romantyzm. Natomiast są takie chwile, kiedy wchodzę w czas dzielony tylko z moją żoną. Chwile zaskakujące, przecinające rutynę, za rzadkie. Wspólny spacer, słuchanie o jej pracy, seks, leżenie obok siebie – i nagle wraca ta chemia. Albo jak sobie tak na nią popatrzę, że taka ładna. A już jak to powiem, to, rzekłbym, stan zakochania uwalnia się na nowo.

ŻULCZYK: Czyli jesteś ogromnie romantyczny, tylko masz jakieś dziwne rozumienie słowa „romantyzm”. Tu wcale nie cho- dzi o to, że trzeba codziennie w żabocie różami wysypywać wjazd na posesję.

STRACHOTA: Ja zupełnie szczerze muszę ci powiedzieć, że to wszystko zaczęło się od tego, że do mojej ówczesnej roboty przyszła taka naprawdę fajna laska. I nie mogłem na nią nie zwrócić uwagi. Jak pożyczyła mi książki o Tybecie, okazało się, że mówi po chińsku, po koreańsku. No ideał. Długo to trwało, zanim okazało się, że się czepia albo opowiada różne bajki, że latem nie można wyjść na dwór z mokrymi włosami albo zmusza mnie do wspólnego jedzenia posiłków, jak przecież można coś opierdolić łyżką z garnka i wracać do kompa. Albo że nie kuma Sopranos. No weź, no.

ŻULCZYK: Sopranos jest akurat bardzo niekobiecy, ta histo- ria idzie prosto z kutasa. Czepiam się tego przykładu, bo wsko- czyłeś na jeden z moich zawodów, czyli seriale telewizyjne, ale rozumiem, o czym mówisz. Nie ma chodzących ideałów. Zawsze ktoś czegoś nie kuma. Co więcej, oczekiwanie, że druga strona sprosta wymogom ideału, rozpierdoli każdy związek. Poza tym chciałbyś takiego drugiego siebie jako partnera w relacji? Ja bym oszalał.

STRACHOTA: Chwilami mamy ze sobą ciężko, bo jestem człowiekiem, który najchętniej by spędzał czas sam. Choć w grun- cie rzeczy, jak sobie teraz pomyślę, to moje najfajniejsze wyjazdy były właśnie wspólne, a nie samotne. Zaraz jak się poznaliśmy, zimą pojechaliśmy nad Ocean Arktyczny, do wsi Teriberka. Sie- dzieliśmy kilka dni w chruszczowce, za oknem było prawie mi- nus czterdzieści stopni i nocami patrzyliśmy sobie na zorze. To znaczy patrzyliśmy prawie cały czas, bo wtedy dzień trwał dwie godziny.

ŻULCZYK: Ty jesteś nieprawdopodobnie romantyczny. Zabrałeś kobietę na pierwszy wspólny wyjazd na jebany Sybir. A ona urodziła ci potem dwójkę dzieci. Chłopie, taka miłość kobiety do mężczyzny to się nie zdarza.

STRACHOTA: W mieszkaniu, które wynajęliśmy, nie było internetu, nie dało się odpalić Netflixa. Na kompie miałem tylko Barwy ochronne i pamiętam, że nigdy mi się nic tak dobrze wspól- nie nie oglądało jak tego Zanussiego.

ŻULCZYK: Zanussi. Jeszcze raz, taka miłość się nie zdarza.

STRACHOTA: Czasem widzę miłość na ulicy. I wtedy wiem, że to coś na całe życie albo i dłużej. Jak widzę rodziców, a głównie matki niepełnosprawnych, nieuleczalnie chorych dzieci. Byłem kiedyś wolontariuszem w hospicjum dziecięcym. Odwiedzałem wtedy między innymi osieroconych rodziców. W tych domach była miłość. Miłość to jest siła najpotężniejsza na świecie. Jeśli jest.

Ale słuchaj, zainteresowało mnie to, że napisałeś, że masz kłopot z dawaniem komuś pełnej wolności. O co tu chodzi?

 

To był fragment książki Żulczyka i Strachoty pt. "Co ćpać po odwyku". Książkę możesz zamówić poniżej. Z kodem DARMO masz darmową dostawę.