Irena A. Stanisławska: Słuchając historii moich rozmówców i opracowując je, w głowie miałam jedno pytanie: „Kobieto, dlaczego zdecydowałaś się na dziecko?!".
Robert Rutkowski: Czasami takie pytanie pada w moim gabinecie. Z pozycji biologii odpowiedź jest prosta – tak działa instynkt macierzyński. Instynkt uruchamia się już wtedy, kiedy kobiety jeszcze nie myślą o dzieciach. Mają po piętnaście, siedemnaście lat, przeżywają burzę hormonalną i chociaż kompletnie nie zdają sobie z tego sprawy, ich biologia i psychika przygotowują się do tego, by zostały matkami – choć właśnie wtedy swoich matek nienawidzą.
Irena A. Stanisławska: Zaraz, zaraz. To dlaczego wiele kobiet mówi, że instynkt macierzyński pojawił się u nich dopiero w momencie, kiedy urodziły dziecko?
Robert Rutkowski: Jego symptomy przechodzą z obszaru nieświadomości do obszaru świadomości. Bywa, że nie uświadamiamy sobie jego obecności. Jego istnienie wypierają zwłaszcza młodzi ludzie, sądząc, że są panami samych siebie, a tak naprawdę są niewolnikami instynktu. Zawiaduje on nami „z tylnego siedzenia".
Dlaczego nastoletnie dziewczyny nie interesują się rówieśnikami, tylko chłopcami starszymi od nich?
Irena A. Stanisławska: Doskonale wiesz, że rówieśnicy są od nich mniej więcej o siedem lat młodsi emocjonalnie.
Robert Rutkowski: To było aktualne trzydzieści lat temu. W tej chwili ta różnica przesunęła się do co najmniej dziesięciu, bo regres istoty męskości postępuje systematycznie wraz z rosnącą dojrzałością kobiet. Dziewczęta interesują się starszymi chłopcami właśnie dlatego, że uruchamia się w nich instynkt macierzyński. Jeszcze w formie szczątkowej, trochę prymitywnej, atawistycznej, bo na razie tylko seksualnej. Nawet jeśli jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy, już szukają ojców dla swoich dzieci, bo pod płaszczykiem partnerów seksualnych wypatrują radarami atawizmów przyszłych ojców, którzy będą potrafili zapewnić ich dzieciom bezpieczeństwo (a niektóre, zaniedbane przez swojego ojca, szukają go właśnie w starszym mężczyźnie). Dlaczego kobiety tak lgną do mężczyzn, którzy dzierżą berło władzy, mają pozycję społeczną, pieniądze, siłę? Właśnie dlatego, że podprogowo myślą sobie, że taki mężczyzna zapewni optymalne warunki do bezpiecznego wychowania ich potomstwu.
Potrzeba prokreacyjna zaczyna się wtedy, gdy zaczynamy odczuwać potrzeby seksualne. Wisi nad nami jak miecz Damoklesa, nawet gdybyśmy bardzo chcieli o niej zapomnieć. A seks? Przecież seks nie jest po to, żeby nam dawać przyjemność. Z biologicznego punktu widzenia seks uprawiamy tylko po to, żeby pojawiło się dziecko, żeby podtrzymać nasz gatunek. Przyjemność naprawdę nie jest w tym wszystkim najistotniejsza. Rozkosz seksualna to bardzo atrakcyjny, ale tylko – wabik. Dowód? Jakże często wraz z macierzyństwem, czy patrząc szerzej, rodzicielstwem, kończy się pożycie seksualne partnerów.
Istnieje jeszcze druga odpowiedź na pytanie, dlaczego kobiety decydują się na dziecko. Wspomniałem o aspekcie biologicznym, a jest jeszcze aspekt społeczny. Poprzez posiadanie dziecka niektóre kobiety chcą wykazać sens swojego istnienia. Od zarania dziejów macierzyństwo jest traktowane jako najważniejsza rola kobiety. Jako jej misja. Ten skrypt jest bardzo silny, więc nie ma co się dziwić, że trwa do dzisiaj. W wielu kryzysach egzystencjalnych to pragnienie wręcz się nasila.
Irena A. Stanisławska: Zauważ jednak, jak wiele kobiet mówi, że nie chce mieć dzieci.
Robert Rutkowski: To jedna z możliwych dróg życiowych. Nie jest godna potępienia, gorsza od macierzyństwa czy zła. Ważne, aby kobieta wiedziała, że każda z tych dróg wiąże się z konsekwencjami, na które powinna być przygotowana.
Ogromny wpływ na zmianę myślenia kobiet miały przemiany społeczne. Do XIX wieku przeważał w Europie model rodziny patriarchalnej. Ważne decyzje podejmował mężczyzna, a kobieta była mu podporządkowana. Chodziło o spełnianie oczekiwań ojca, męża, a późnej dziecka. W XIX wieku, za sprawą ruchów feministycznych, nastąpił przełom. Kobiety nie chciały już być traktowane wyłącznie jako obiekty seksualne, jako matki, kapłanki ogniska domowego, lecz także jako pełnoprawne istoty, które chcą i mogą spełniać swoje potrzeby na różnych poziomach.
Jest jeszcze jedno wydarzenie, którego nie możemy pominąć – w XVIII wieku powstała maszyna parowa.
Żeby zaadoptować psa, musisz przejść cykl adopcyjny. Żeby mieć dziecko, wystarczy, że chcesz je mieć.
Chcesz czytać dalej?
Zapisz się do newslettera Newhomers i odbieraj fragmenty książek, premiery i najciekawsze treści prosto na maila.
Irena A. Stanisławska: Co ma jedno z drugim wspólnego?
Robert Rutkowski: Niestety bardzo wiele. Ponieważ to, jaki mamy świat w tej chwili, zawdzięczamy temu – z psychologicznego i społecznego punktu widzenia – nieszczęsnemu wydarzeniu. Wynalezienie maszyny parowej spowodowało nieprawdopodobny rozwój przemysłu. Nagle mężczyźni trzy czwarte swojego czasu zaczęli spędzać w pracy. Wyszli z domów. Kobiety zostały same.
Irena A. Stanisławska: Wcześniej mężczyźni też wychodzili z domów. Na wojny, na polowania…
Robert Rutkowski: Polowanie nie trwało cały dzień. Nie było ich chwilowo. Nawet gdy znikali, to szybko wracali i byli w swoich domach obecni.
Irena A. Stanisławska: Jeśli szli na wojny, nie było ich w domu miesiącami.
Robert Rutkowski: Przecież tylko wąska grupa mężczyzn była rycerzami. Większość zajmowała się rzemiosłem, handlem, pracowała na roli.
Irena A. Stanisławska: Myślę, że rzemieślnicy czy chłopi, kiedy po pracy siedzieli w domu, niewiele rozmawiali z żoną czy bawili się z dzieckiem.
Robert Rutkowski: Tu nie chodzi o zabawę, tu chodzi o obecność. Chodzi o zwykłą bliskość.
Irena A. Stanisławska: Czym innym jest bliskość emocjonalna, a czym innym fizyczna.
Robert Rutkowski: Ale bliskość emocjonalna nie zaistnieje na odległość. Na odległość można się zakochać, rozpalić ogień namiętności, nawet emocjonalności, ale bez bliskości fizycznej wszystko zgaśnie. Nie potrzeba rozmawiać, dyskutować, przytulać się non stop, tylko przebywać ze sobą. Musi istnieć ognisko domowe, które, jak sama nazwa wskazuje, swoim ciepłem będzie ogrzewać zgromadzone przy nim osoby. A miejsce mężczyzny przy tym ognisku zaczęło być puste. To wpłynęło na kondycję psychiczną kobiet, ponieważ coraz bardziej nieobecny samiec – przychodzący do domu tylko najeść się, wykąpać, wyspać – przestał wpływać na ich poczucie bezpieczeństwa.
Irena A. Stanisławska: A dla kobiety ma ono ogromne znaczenie, zwłaszcza w kontekście dzieci.
Robert Rutkowski: Tak. W wielu relacjach obecność partnerów w domu i zaangażowanie w proste czynności, zabawę z dziećmi, dawanie sobie nawzajem poczucia bezpieczeństwa, jest bardzo ważne. Gdy tego zabraknie, oboje zaczną obumierać.
W dużym uproszczeniu: ślepy pęd za rozwojem cywilizacyjnym – którego symbolem jest maszyna parowa – i tym samym opuszczenie przez mężczyzn ogniska domowego spowodowały ujawnianie się ciemnej strony ich natury, kobiety nie mogły już ugasić ognia destrukcji. Nastały szaleńcza eksploatacja zasobów naturalnych, dyskryminacja i poniżanie kobiet, sprowadzanie ich do ról gosposi i nałożnicy, pojawiło się dzikie pragnienie prowadzenia bezsensownych tak zwanych plemiennych wojen na różnych polach: biznesowym, politycznym, ideologicznym. Na przełomie XIX i XX wieku doświadczyliśmy gwałtownego rozwoju cywilizacyjnego w sferze przemysłu i nauki, a jednocześnie autodestrukcji na skalę światową w postaci najbardziej krwawych wojen w historii ludzkości.
A równocześnie mężczyźni stawali się coraz słabsi, coraz bardziej sfrustrowani. Wrzask, milczenie, obrażanie się, często przemoc fizyczna wobec kobiet lub własnych dzieci to nic innego jak oznaki słabości i pogłębiającej się frustracji mężczyzn. Pokolenie mężczyzn wychowanych na pornografii, spłycone emocjonalnie, nauczone tylko karkołomnej penetracji, bojąc się porażki w sferze emocjonalnej, odpływa w świat inceli czy nawet mizoginów. Wielu mężczyzn ucieka w świat materialny, w którym łatwiej odnosić sukcesy niż we własnym domu.
Wiesz, co jest, w mojej ocenie, kwintesencją męskiej słabości? To, jak nieprawdopodobnie mocno mężczyźni chcą „dzierżyć berło". Jak bardzo skupiają się na swojej fizyczności, na podkreślaniu samczych atrybutów. Z wypracowaną na siłowni muskulaturą wyglądają jak wojownicy: umięśnione ciało, krótko obcięte jak u komandosa włosy, długie brody (broda często jest wypielęgnowana u barbera, a mięśnie są wynikiem bigoreksji). Takimi symbolami męskości próbują nadrobić swoje mentalne kalectwo, swoją nieporadność, kastrację emocjonalną.
Kryzys męskości sprawił, że poczucie bezpieczeństwa w części relacji jest osłabione przez brak zapewnienia poczucia bezpieczeństwa i stabilności w związku. Może to również wpływać na decyzje dotyczące macierzyństwa.
Kolejną przyczyną decyzji kobiet o nieposiadaniu dzieci jest ich rosnący udział w przejmowaniu władzy oraz szersza dostępność edukacji i zwiększenie możliwości zawodowych. Dla niektórych osób priorytetem staje się rozwój kariery, co trudno pogodzić z rodzicielstwem.